RECENZJA KSIĄŻKI ,,POCZWARKA" (49)

RECENZJA KSIĄŻKI ,,POCZWARKA" (49)


  Książka ,,Poczwarka" wpadła w moje ręce zupełnie przypadkowo, buszując w internecie w poszukiwaniu literatury lekkiej, polskiej, a zarazem z dawką przypadłości psychologiczno - pedagogicznej natknęłam się na pisarkę Dorotę Terakowską.
 Autorka urodziła się  30.08.1938r. w Krakowie - zmarła 04.01.2004r. również w Krakowie. Polska pisarka i dziennikarka. Ukończyła socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, pracowała jako redaktor oraz publicystka.
 Adam i Ewa to para dzisiaj bardzo sławna w swoich poglądach, chcieli ułożyć sobie życie wg schematu. Najpierw dorobić się wykształcenia, pieniędzy, pracy, domu, a potem rodziny.
Para jest ze sobą od lat studenckich, zakochani z wielkimi perspektywami na wielkie pieniądze.
Ewa już w trakcie studiów dokonuje aborcji, ponieważ to nie czas na rodzinę, oboje jeszcze nie chcą i nie są gotowi na tak ogromną odpowiedzialność.
Nadchodzi moment ustatkowania się, oboje postanawiają, że przypadłoby im się dziecko.
Stan Ewy nie wskazuje na ból, który przyjdzie wraz z dniem narodzin ich wyczekiwanej córeczki.


Myszka jest inna niż inne dzieci, otyłość, choroba serca, skośne oczy i upośledzenie w stopniu bardzo ciężkim skłania Ewę do zamknięcia się razem z dzieckiem w domu. Izoluje się od świata i od ludzi, w środku krzyczy z rozpaczy i ze wstydu. Adam całkowicie oddala się od Ewy obwiniając ją za to jakie dziecko się urodziło.
Myszka dorasta ucząc się każdego dnia czegoś nowego, lecz nauka i rozum przychodzą jej na strychu wśród innej przestrzeni, otoczenia, innej chwili.
Adam postanawia zgłębić wiedzę o rodzinie... swojej rodzinie. Dowiaduje się rzeczy, które całkowicie zmieniają jego postawę, lecz jest już za późno.
Oboje przeżywają tragedię, oboje zaczynają żyć na nowo, oboje dają nowe życie.

Książka wywołała we mnie refleksję nad życiem, sobą, nad codziennością, która nas otacza. Wywołała we mnie tysiące uczuć, tych pozytywnych, pomimo smutnego wątku, pisarka cały ten ból i inność opisała w sposób tak przepiękny, że każde słowo było usłane delikatną chustą nadziei i miłości.
Niepełnosprawność wcale nie musi oznaczać gorszego życia, owszem jest to w pewnym sensie inność, lecz życie jest tak krótkie, że z każdej tragedii można zrobić piękno.
Nie raz pojawiła się w oku łza i te myśli ,,co ja bym zrobiła w takiej sytuacji" książka o tyle bardziej wzniosła, że sama jestem w 9 miesiącu ciąży i pomimo pozytywnych badań na usg zawsze jest obawa ,,co będzie". Każdy mówi ,,nie martw się" lecz każda kobieta, matka, która pragnie swoje dziecka i wyczekuje go z miłością ma wiele obaw i to jest normalny odruch człowieka myślącego.
Książkę polecam każdemu z czystym sumieniem. Jest formą terapii myśli, nakierowanie na prawidłowe myślenie o tym co ważne i ważniejsze, że życie nie kończy się z dniem narodzin dziecka niepełnosprawnego, lecz z nauką walki o każdy lepszy dzień. To próba charakteru.
Masz gorsze chwile, nie doceniasz własnego życia ? zachęcam Cię do sięgnięcia tej książki. 


,,KRAJANKOWA" KAMPANIA WINIARY. (48)

,,KRAJANKOWA" KAMPANIA WINIARY. (48)

18 stycznia miałam ogromną przyjemność odebrać paczuszkę z cudowną zawartością produktów winiary. Nowość na półce, przyjemność w mojej kuchni.
To już drugi raz, kiedy zostałam obdarowana możliwością testowania z firmą winiary. Oczywiście rozpakowywanie nie trwało długo, tylko kurier wyszedł, a ja wzięłam się za rozpakowywanie, a w środku wielka niespodzianka.

- 5 krajanek buraczkowych po 282g,
- 5 krajanek warzywnych po 282g,
- 5 krajanej ogórkowych po 282g,
- list do ambasadorki,
- ulotki do rozdania znajomym,
- przewodnik dla ambasadorki z przepisami,
- ściereczka.

Paczka bardzo bogata, już nie mogę się doczekać, kiedy ugotuję obiadek korzystając z krajanek. Na pewno w najbliższym czasie poinformuję Was jak wyszedł obiad.
Wystarczy zarejestrować się na na rekomenduj.to i brać czynny udział w różnych ankietach, które umożliwią  zostanie ambasadorką i testowanie samych wspaniałych rzeczy. Możecie podzielić się ze swoimi bliskimi i znajomymi zawartością paczki, aby i oni mogli udzielić Ci informacji czy są zadowoleni z produktu.

Bierzemy się do gotowania:)
KONKURS - PROVAG (47)

KONKURS - PROVAG (47)

Jakiś czas temu zainteresowałam się możliwością testowania różnych produktów za darmo, nie ukrywam, że jest to świetna sprawa :) która sprawia mi coraz więcej przyjemności. O testowaniu kosmetyków prOVag możecie przeczytać tutaj, po przetestowaniu wzięłam również udział w konkursie, który polegał na uzupełnieniu ankiety i w odpowiedzeniu na jedno otwarte pytanie, bez zastanowienia oczywiście to zrobiłam, ponieważ emulsja zdziałała cuda i do dnia dzisiejszego jest to niezbędnik w mojej łazience. Ok 1-2 tyg. po wysłaniu maila, otrzymałam wiadomość, że wygrałam nagrodę. Otrzymałam płytę CD, która jest rewelacyjna, jak zaczęłam jej słuchać to uśmiech na buzi się pojawił :), do tego poradnik higieny intymnej dzieci w formie małej ulotki oraz ręczniczek - ten sam, który otrzymałam do testowania za pierwszym razem.
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam dostawać prezenty, jakiekolwiek by nie były :)

Organizator konkursu „Zostań testerką prOVag żel® ”  jest IBSS BIOMED S.A,
www.biomed.pl

Strona internetowa na której znalazłam konkurs
www.kobiecosc.info

O kosmetykach prOVag, możecie poczytać:
www.provag.info/

PRZYGODA W BOBA BUDOWNICZEGO. (46)

PRZYGODA W BOBA BUDOWNICZEGO. (46)

Nie zawsze jest łatwo, nawet jak cegła idealnie do drugiej się przykleja, nikt nie powiedział, że dach dobrze zrobiony nie spowoduje fali łez. W życiu można osiągnąć wszystko, nawet dom własnymi rękoma postawić, uparcie dążyć do zrealizowanie tak ważnego lecz trudnego celu. Mąż, mężczyzna, dla mnie fachowiec pod każdym względem, za 39 dni 30 latek, wysoki, dobrze zbudowany o wspaniałych dłoniach, oczach i świetnym poczuciu humoru, inteligenty, zawzięty, pracowity - a nawet pracoholik. Znajomość od 2007, zaręczeni od 2013, małżeństwo od 2014 i za moment rodzice.
Mój mąż to osoba, która jak sobie coś zaplanuje musi zakończyć to z efektem pozytywnym, nie bierze pod uwagę, że może coś zakończyć z porażką, dokonuje zmian, próbuje, walczy - zawsze z efektem pozytywnym, nawet jeżeli pot się leje i brakuje mu sił. I tak oto przedstawiam Wam chociaż po części najważniejszą osobę w moim życiu i złotą rączkę.
Załatwianie dokumentów zaczęło się już dużo wcześniej rok 2011-2012, początek budowy 2013, od razu po naszych zaręczynach.

13.05.2013r. 
Ja pracując od 14-22 codziennie, od poniedziałku do soboty zaczęłam tracić wszystko co było dla mnie najważniejsze, zatracałam się w bezsensownej codzienności pracy w barze, gdzie świat nie miał sensu, a ja nie posiadałam żadnej wartości i dzisiaj dziękuje Bogu, że zwolniłam się 1 lipca 2013 z tamtego miejsca i zaczęłam być w miejscu gdzie powinnam, z człowiekiem z którym powinnam i robić to co powinnam.

02.06.2013r.

Efekt już po nie całym miesiącu pracy, fundamenty zalane i dom rósł, to chyba było najprzyjemniejsze w murowaniu, że efekty było można zauważyć momentalnie, rósł każdego wieczoru. Nie przeszkadzały chłodniejsze wieczory, upalne wieczory, latarki to niezbędne oświetlenie do późnej pracy.

11.08.2013r.

Po 3 miesiącach ciężkiej pracy, efekt powalający, bez fachowców, mój mąż każdego dnia wstawał rano, jechał do pracy, wracał po 16, jadł obiad i pracował na budowie do ciemnej nocy, każda chwila była odpowiednia, aby pracować. Nie raz brakowało sił, miał dość, ale nigdy nie robił sobie dnia wolnego, nie oglądał się na nikogo i na nic, stawał i ciężko pracował każdego dnia, by zamieszkać w domu jak najszybciej.
26.10.2013r.
Dach też sam zrobił i nie raz było niebezpiecznie i nie raz  miał nadwyrężone nogi, ręce, bolał kark, a dłonie odmawiały posłuszeństwa, stawał i robił.

21.11.2014r.


Po roku ciężkiej i nieustannej pracy dom wyglądał tak. Został jeszcze środek do pracy, mąż dążył do zamknięcia go w ostatecznym efekcie. W środku wtedy stał już piec i dom był grzany. Już wtedy byliśmy świeżo po ślubie i zaczęliśmy pracować nawet niedzielami, aby jak najszybciej wejść. Nie pochwalałam pracy niedzielą, ale człowiek robił to dla siebie, by zamieszkać.

04.04.2015r.
Tak wyglądał dom na nie cały miesiąc przed wprowadzeniem się. Wizualnie się nie zmienił, jednak środek nabrał już tego co najważniejsze. Układanie płytek, malowanie ścian, meblowanie to najprzyjemniejsza i najdroższa część. Wspominam dobrze nasze wyprawy do dużych sklepów i załadowywanie naszej vectry pod sam sufit, nasz samochód przewiózł m.in. płytki, drzwi do pokoju itp.
W środku z tą datą mieliśmy praktycznie już wszystko gotowe, czekaliśmy tylko na stolarza, który miał skończyć meble do kuchni, łazienka już gotowa, sypialnia też. Dół całkowicie ukończony do wejścia, pokój nad garażem - czyli garderoba również ułożone panele i pomalowane, na górze jeden pokój.
Dzisiaj do ukończenia została tylko łazienka na górze.
Ciężka praca się opłaca, dwa lata, jedni powiedzą dużo - drudzy mało, z czystym sumieniem i dumą mogę powiedzieć, że mój mąż ten dom postawił praktycznie sam, bo delikatna pomoc bliskich nawet w kawałku nie odzwierciedla wylanego potu przez mojego męża. Byłam przy nim cały czas, wspierałam, a potem sama zakasywałam rękawy i robiłam, m.in. szpachlowałam ściany, przecierałam po tynkowaniu, cięłam podbitkę itp. Budowa domu nauczyła mnie wytrwałości, ciężkiej pracy, ogromnej wdzięczności i szacunku do pieniędzy, kiedyś też je szanowałam, ale budowa domu pochłonęła bardzo ich dużo, przeliczania, analizowanie i zarabianie to dobra lekcja na całe życie. Dzisiaj zastanowię się dwa razy przed wydaniem swoich ciężko zarobionych jak i męża pieniędzy.
Od 01.05.2015r. mieszkamy w domu i cieszymy się wszystkim co mamy, oczekując na synka :)
TRYMESTR III / PODSUMOWANIE TYGODNI 34 - 36 / ZACZYNAMY MIESIĄC 9 (45)

TRYMESTR III / PODSUMOWANIE TYGODNI 34 - 36 / ZACZYNAMY MIESIĄC 9 (45)

Strach przed porodem się zwiększa każdego dnia, nie miałam pojęcia, że będzie to miało na mnie tak ogromny wpływ, stan psychiczny jednak nie należy do rewelacyjnych. Hormony chodzą swoją drogą, a ja grzecznie poddaje się i nie próbuję walczyć. Zadyszka towarzyszy mi całymi dniami,wystarczy, że wejdę po paru schodkach, założę leginsy, czy po prostu przejdę się parę metrów.  Zgaga również nie odpuszcza, natężenie jej oczywiste jest od tego co zjem, ale czasami doprowadza mnie do ogromnego dyskomfortu. Wszystkie wcześniejsze dolegliwości nasilają się z każdym dniem, ale jest to zupełnie zrozumiałe końcówką ciąży. Wizytę u ginekologa mam 25.01 ma dokładnie zmierzyć mojego syna i wyznaczyć termin porodu.
Od dwóch dni dopadło mnie straszne choróbsko, nie znoszę tego dobrze, zatkany nos, ból gardła, ból gardła, kaszel, jest bardzo uciążliwy. Najgorsze jest ograniczenie w lekach, mam nadzieje, że szybko mi przejdzie. Czas najwyższy spakować torbę już ostateczne, wyparzyć butelki i smoczki i oczekiwać na syna. 
12.01.2016r. - NASZE PIERWSZE KTG (44)

12.01.2016r. - NASZE PIERWSZE KTG (44)

U mnie przez ostatnie parę dni wydarzyło się wiele, nawet bardzo wiele w związku z lekarzem prowadzącym ciąże, porodem, podejściem itp., ale o tym będę upierała się, że wspomnę po porodzie. Po wizycie u lekarza 11 stycznia zostałam skierowana na KTG do miejskiego szpitala, miałam wiele obaw, przed wejściem do tego miejsca, stres, nerwy, głupkowate myśli. Umówiłam się z oddziałową na godz. 14, że pojawię się na oddziale, Pani zaprowadziła mnie do pokoju, przyniosła sprzęt, położyłam się i podpięła mnie pod aparaturę. Doznałam szoku, ciąża i świadomość noszenia dziecka w sobie już jest wielkim doświadczeniem i nowością, a tutaj od tak dawna znowu mogłam usłyszeć bicie serduszka mojego dziecka. Troszeczkę na początku byłam rozbawiona, że zmęczyłam moje dziecko własnym chodzeniem, bo na początku bicie serca było niezłą akcją, ale z każdą sekundą normowało się i uspokajało, nawet jak troszeczkę się podniosłam po telefon, który zostawiłam na parapecie, a musiałam przecież to nagrać, syn odgrywał się szybką akcją serca. Leżałam dokładnie 25 minut, to była moja chwila, mój azyl i szczęście. Uświadomiłam sobie po raz kolejny, że ludzie pragną bogactwa, dążą do wielkich pieniędzy, wspaniałych samochodów, a ja tutaj leżę i słyszę bicie serca własnego dziecka, które już wkrótce będzie obok mnie. To najpiękniejsze, co może spotkać kobietę. Pielęgniarka w między czasie zaglądała do mnie parę razy, po zakończeniu badania zaniosła wydruk do doktor dyżurującej i wróciła z wiadomością, że jest wszystko bardzo dobrze i nie ma żadnych skurczy, czyli wiadomość znakomita. Odprowadziła mnie do wyjścia i kazała przyjść na jeszcze jedno w następnym tygodniu. 25 min. relaks, tylko ja i syn, świat dookoła przestał istnieć.
Już wkrótce razem. Wyszłam spokojna, tak jakby wszystkie ciężary i nerwy ostatnich dni po prostu zniknęły, złapałam oddech i znowu zaczęłam logicznie i racjonalnie myśleć.
Jeszcze trochę, dużo nie zostało i będę po wszystkim.
08.01.2015r. PIERWSZA WIZYTA W NOWYM ROKU. (43)

08.01.2015r. PIERWSZA WIZYTA W NOWYM ROKU. (43)

Wczorajszy dzień zaczął się bardzo nie przyjemnie, moja bezsenność mnie dobiła, samopoczucie i humor równał się zeru, więc oczywiście mąż odczuł to najbardziej. O godz. 9 rano przyjęliśmy księdza, siedział godzinę, poświęcił dom, mojego syna i wylał kawę na obrus. Humor mi się polepszył. Wyjechaliśmy do lekarza i tak pierwsza wizyta u diabetologa, badanie ekg bardzo dobre, wyniki cukru na czczo po dawce 24 jednostek prawidłowe, od poprzedniej wizyty przybrałam na wadze 400 gram, otrzymałam paski do glukometru, skierowania na badania przy kolejnej wizycie i wyszłam. Na kolejną wizytę musiałam czekać- ginekolog, bardzo jej się obawiałam, czy oby wszystko dobrze z moim dzieckiem.
Pan doktor poprał posiew - bardzo szybkie, ale dla mnie nieprzyjemne badanie. Sprawdził wody płodowe, ułożenie łożyska, czy serduszko bije, obwód główki.... chciał zakończyć badanie, zdziwiło mnie to bardzo, więc chociaż poprosił o sprecyzowanie wagi mojego syna - 2700kg - coś pięknego :). Co dalej ?
- od dzisiejszego dnia muszę badań ruchy dziecka i zapisywać w specjalnej książeczce,
- raz w tygodniu badanie ktg,
- kolejna wizyta za 2 tygodnie,
- badania do wykonania, morfologia, mocz oraz odczyn coombsa,
- muszę jechać specjalnie do lekarza we wtorek, ponieważ Pan doktor nie poinformował mnie, że zwolnienie może wystawić mi 3 dni przed jego końcem, a ja na wczorajszej wizycie byłam 4 dni - sprawa absurdalna, bo przecież skąd miałam mieć tego świadomość, chyba normalne, że nie widzi mi się wydawanie pieniędzy i jeżdżenie 70km w jedną stronę tylko po zwolnienie... ręce opadają,
- kwestia porodu - schody, ale o tym będę pisała dopiero, kiedy akcja całego porodu się zakończy, a o tym póki co proszę o uszanowanie... będzie cisza :)
Zdecydowanie jestem spokojniejsza, jeżeli chodzi co z moim synem, ale oprócz tego odczuwam dyskomfort psychiczny ze zbliżającym się końcem. Najważniejsze dziecko, jednak obaw też mam sporo.
Cel na 2016 rozpoczęty, meble do żółtego pokoju kupione :) jeszcze tylko jakieś wyrko i mamy kolejne pomieszczenie umeblowane; zdjęcia również wywołane od 2011 do 2015 roku, przybyło w albumach 540 zdjęć:) oraz waga :) niezbędnik kobiety do zrzucania wszystkich złych kilogramów po porodzie i po ,,wcześniejszym życiu".
Humor - unormowany, stres- unormowany, strach - unormowany.
Zalecenie lekarza - prywatna klinika - poród naturalny przyjmie od 38 tygodnia, cesarka - umawiamy się 7 dni wcześniej wg daty na pierwszym usg, nie mam co się sugerować, że terminy się zmieniały na innych wydrukach, patrzymy tylko na pierwszy wydruk.... bez komentarze, przecież terminy się wahają w dół 2 tygodnie i w górę 2 tygodnie, więc cesarka przynajmniej 2 tyg. wcześniej. Dobra póki co, koniec. Uciekam.
 37 DNI DO PORODU WG DATY NA USG. (42)

37 DNI DO PORODU WG DATY NA USG. (42)

Nie wiem, kiedy ten brzuch tak mi urósł. Szczęśliwa :)

Nowy Rok zaczął się odliczaniem do powitania na świecie mojego synka, świadomość nowej sytuacji trochę mnie przeraża i przypuszczam, że większość młodych mam miała takie same odczucia jak ja teraz. Doszło przerażenie, frustracja, strach... skurcze przepowiadające, problemy ze snem, bóle w pachwinach, ciągnięcie pod brzuchem, bóle głowy. Mogę szczerze napisać, że przebieg ciąży nie był strasznie uciążliwy, dopiero od 2-3 tygodni zaczęłam odczuwać wszystko z nasileniem  co powoduje brak komfortu przy czymkolwiek. Kładąc się spać jestem strasznie zrezygnowana bo wiem, że kolejna noc będzie nieprzespana i tak jest, przewracam się z boku na bok, do czego doszły bóle pachwinowe utrudniające podnoszenie nóg - tzw. przekładanie się w nocy. Jest to bardzo uciążliwe - do przejścia, ale jednak nic przyjemnego.
Najbardziej odczuwalnym i nieprzyjemnym efektem ciąży jest wciąż narastający śluz, uczucie jak przy miesiączkowaniu. Zegar tyka synu... siedzimy jak na bombie. Miesiąc temu lekarz stwierdził tydzień starsze dziecko, więc wizyta w piątek (08.01) może okazać się kolejnymi nowinami, no i jak termin cały czas wskazywał na luty coś czuję, że będzie data urodzenia: styczeń.
Pierwsze buty Naszego syna :)
I tak dla mnie najważniejszą sprawą jest zdrowie syna. Insulina zatrzymała się na 24 jednostkach na noc, dzięki czemu wyniki cukru na czczo są prawidłowe, w ciągu dnia jedzenie musi być kontrolowane, ale zauważyłam, że mogę zjeść posiłki bardziej obfitsze i cukier wchłania się dłużej, ponieważ zazwyczaj mieszczę się w normie czyli poniżej 120.
Strach jest duży przed wylądowaniem w miejscowym szpitalu, boje się go panicznie, nie mam miłych wspomnień i chciałabym jednak urodzić w klinice gdzie prowadzę ciąże. Nie nastawiam się jednak na medal, bo może być różnie - najważniejszy syn, jednak ja osobiście też chciałabym czuć się komfortowo.
Mam świadomość, że poród to nic przyjemnego, nie trwa on wiecznie, jednak w pamięci pozostaje.
Dobra nie będę myślała, wszystko okaże się co dalej po wizycie u lekarza 08 stycznia.
Mam tylko nadzieje, że sobie poradzę..... 
 WITAM W NOWYM ROKU (41)

WITAM W NOWYM ROKU (41)


Chciałabym w Nowym Roku serdecznie się z Wami przywitać. Przez te parę godzin jeszcze nic się nie zmieniło, jestem tą samą osobą, z tym samym dziwnym charakterem, jestem zmęczona, rozdrażniona z bólem głowy. Siedzę w szlafroku, oglądam film w telewizji, piszę i popijam herbatę.
Poprzedni rok jest już zamknięty, nic nie zmienię, nie cofnę czasu, jedynie głęboka refleksja pozwala mi na postawienie sobie nowych celów i mieć kolejne piękne marzenia.
Ten rok przyniesie wiele ogromnych zmian, na świat przyjdzie Nasz wymarzony syn... już nie mogę się doczekać, mam wiele obaw, czeka mnie wiele wyzwań, nowych doświadczeń, szczęście, które jest we mnie tak na prawdę jest nie do opisania.
Kochani mam nadzieje, że wieczór Sylwestrowy spędziliście w gronie rodziny i przyjaciół, poprzedni rok zakończyliście hucznie, a w następny wchodzicie wielkim krokiem. Niech będzie dla Nas wszystkich lepszy niż poprzedni.... oby chociaż nie gorszy.