stycznia 19, 2016

PRZYGODA W BOBA BUDOWNICZEGO. (46)

Nie zawsze jest łatwo, nawet jak cegła idealnie do drugiej się przykleja, nikt nie powiedział, że dach dobrze zrobiony nie spowoduje fali łez. W życiu można osiągnąć wszystko, nawet dom własnymi rękoma postawić, uparcie dążyć do zrealizowanie tak ważnego lecz trudnego celu. Mąż, mężczyzna, dla mnie fachowiec pod każdym względem, za 39 dni 30 latek, wysoki, dobrze zbudowany o wspaniałych dłoniach, oczach i świetnym poczuciu humoru, inteligenty, zawzięty, pracowity - a nawet pracoholik. Znajomość od 2007, zaręczeni od 2013, małżeństwo od 2014 i za moment rodzice.
Mój mąż to osoba, która jak sobie coś zaplanuje musi zakończyć to z efektem pozytywnym, nie bierze pod uwagę, że może coś zakończyć z porażką, dokonuje zmian, próbuje, walczy - zawsze z efektem pozytywnym, nawet jeżeli pot się leje i brakuje mu sił. I tak oto przedstawiam Wam chociaż po części najważniejszą osobę w moim życiu i złotą rączkę.
Załatwianie dokumentów zaczęło się już dużo wcześniej rok 2011-2012, początek budowy 2013, od razu po naszych zaręczynach.

13.05.2013r. 
Ja pracując od 14-22 codziennie, od poniedziałku do soboty zaczęłam tracić wszystko co było dla mnie najważniejsze, zatracałam się w bezsensownej codzienności pracy w barze, gdzie świat nie miał sensu, a ja nie posiadałam żadnej wartości i dzisiaj dziękuje Bogu, że zwolniłam się 1 lipca 2013 z tamtego miejsca i zaczęłam być w miejscu gdzie powinnam, z człowiekiem z którym powinnam i robić to co powinnam.

02.06.2013r.

Efekt już po nie całym miesiącu pracy, fundamenty zalane i dom rósł, to chyba było najprzyjemniejsze w murowaniu, że efekty było można zauważyć momentalnie, rósł każdego wieczoru. Nie przeszkadzały chłodniejsze wieczory, upalne wieczory, latarki to niezbędne oświetlenie do późnej pracy.

11.08.2013r.

Po 3 miesiącach ciężkiej pracy, efekt powalający, bez fachowców, mój mąż każdego dnia wstawał rano, jechał do pracy, wracał po 16, jadł obiad i pracował na budowie do ciemnej nocy, każda chwila była odpowiednia, aby pracować. Nie raz brakowało sił, miał dość, ale nigdy nie robił sobie dnia wolnego, nie oglądał się na nikogo i na nic, stawał i ciężko pracował każdego dnia, by zamieszkać w domu jak najszybciej.
26.10.2013r.
Dach też sam zrobił i nie raz było niebezpiecznie i nie raz  miał nadwyrężone nogi, ręce, bolał kark, a dłonie odmawiały posłuszeństwa, stawał i robił.

21.11.2014r.


Po roku ciężkiej i nieustannej pracy dom wyglądał tak. Został jeszcze środek do pracy, mąż dążył do zamknięcia go w ostatecznym efekcie. W środku wtedy stał już piec i dom był grzany. Już wtedy byliśmy świeżo po ślubie i zaczęliśmy pracować nawet niedzielami, aby jak najszybciej wejść. Nie pochwalałam pracy niedzielą, ale człowiek robił to dla siebie, by zamieszkać.

04.04.2015r.
Tak wyglądał dom na nie cały miesiąc przed wprowadzeniem się. Wizualnie się nie zmienił, jednak środek nabrał już tego co najważniejsze. Układanie płytek, malowanie ścian, meblowanie to najprzyjemniejsza i najdroższa część. Wspominam dobrze nasze wyprawy do dużych sklepów i załadowywanie naszej vectry pod sam sufit, nasz samochód przewiózł m.in. płytki, drzwi do pokoju itp.
W środku z tą datą mieliśmy praktycznie już wszystko gotowe, czekaliśmy tylko na stolarza, który miał skończyć meble do kuchni, łazienka już gotowa, sypialnia też. Dół całkowicie ukończony do wejścia, pokój nad garażem - czyli garderoba również ułożone panele i pomalowane, na górze jeden pokój.
Dzisiaj do ukończenia została tylko łazienka na górze.
Ciężka praca się opłaca, dwa lata, jedni powiedzą dużo - drudzy mało, z czystym sumieniem i dumą mogę powiedzieć, że mój mąż ten dom postawił praktycznie sam, bo delikatna pomoc bliskich nawet w kawałku nie odzwierciedla wylanego potu przez mojego męża. Byłam przy nim cały czas, wspierałam, a potem sama zakasywałam rękawy i robiłam, m.in. szpachlowałam ściany, przecierałam po tynkowaniu, cięłam podbitkę itp. Budowa domu nauczyła mnie wytrwałości, ciężkiej pracy, ogromnej wdzięczności i szacunku do pieniędzy, kiedyś też je szanowałam, ale budowa domu pochłonęła bardzo ich dużo, przeliczania, analizowanie i zarabianie to dobra lekcja na całe życie. Dzisiaj zastanowię się dwa razy przed wydaniem swoich ciężko zarobionych jak i męża pieniędzy.
Od 01.05.2015r. mieszkamy w domu i cieszymy się wszystkim co mamy, oczekując na synka :)

3 komentarze:

  1. Piękny i przede wszystkim własny domek :) Brawa dla męża!

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś wspaniałego! Własny domek to super sprawa! :)

    OdpowiedzUsuń