lutego 21, 2016

08 lutego przyszedł na świat mój syn.... cała prawda o porodzie.(50)

Przyszedł sądny dzień, chwila, której nie mogłam się doczekać, a która niesamowicie mnie przerażała.
Cała prawda o moim porodzie....
7 lutego zgłosiłam się do szpitala, najpierw zaczęliśmy od wypełnienia wszystkich dokumentów na izbie przyjęć, dostałam opaskę na rękę i kazali mi się przebrać, z oddziału zeszły po mnie pielęgniarki i tak pomaszerowałam na górę, zaczynając od sali porodowej i badaniach. Najpierw podłączono mnie pod KTG i tak leżałam ok. 40min., znowu kolejne papierki i na koniec badanie dopochwowe, które zwaliło mnie z nóg, ból niesamowity. Po godzinnym leżeniu na łóżku porodowym mogłam iść do swojej sali.
Noc była najdłuższa i najgorsza w moim życiu. Mąż musiał wracać do domu i to psychicznie w tamtym momencie dotknęło mnie najbardziej, rozłąka z Nim przeraziła mnie.
W nocy pielęgniarki przychodziły kilkakrotnie i podłączały KTG i sprawdzały ciśnienie, nie spałam, czuwałam... moje szczęście... ostatni raz podana  w udo insulina.
Bałam się rana, a jednocześnie chciałam aby już to wszystko się zaczęło.
Nadszedł ranek, sprawdzanie ciśnienia, temperatury i godz. 8:00, pomaszerowałam z pielęgniarką na salę porodową, zostałam podłączona pod KTG, ostatnie nasze KTG, założenie welfronu bezbolesne, założenie cewnika, którego chyba najbardziej się bałam również bezbolesne, a konieczne. Wszystko trwało ok. godziny, widok mojego męża tamtego dnia był  dla mnie najlepszym czego chciałam, Jego obecność obok mnie uspokoiła mnie, rano była również moja mama.
Przebieg cesarskiego cięcia.....
Po zakończeniu KTG i reszty badań musiałam przejść z łóżka na którym wszystko to przebiegało na łóżko operacyjne, parę kroków, a ja w głowie miałam totalną pustkę.
I już siedziałam na stole. Pierwsze co usłyszałam to prośba o schylenie głowy mocno do piersi i wypięcie pleców, aby dostać znieczulenie. Ta wielka, przerażająca strzykawka również nie bolała, w ciągu paru sekund poczułam ciepło przepływające od brzucha w dół, mrowienie i już leżałam i nic nie czułam, zostałam zasłonięta parawanem, podłączona pod cały niezbędny sprzęt, zaczęło robić mi się bardzo słabo i usłyszałam ,,tracimy puls" do nosa włożyli mi rurki z tlenem i zaczęło się robić lepiej, obyło się bez żadnych wymiotów itp. pomagało mi głośne i równomierne oddychanie, które trwało przez cały czas. 
Byłam o wszystkim informowana, żebym się nie przejmowała jak będę cała się ruszała, bo musieli wyjąć dziecko i łożysko, a za chwilę słowa ,,właśnie rodzi się maleństwo" i usłyszałam płacz, godz. 9:15, zobaczyłam mojego syna.  Nie mogłam opanować płaczu, te emocje, uczucia. I sama do siebie... Boże to już? całe 9 miesięcy przerodziło się w parę sekund, kiedy powitałam na świecie własnego syna. 
Zabrali Go... 52cm długości, 3260kg, 10pkt, godz. 9:15 mój syn przyszedł na świat.
Potem zostało zszywanie, nie trwało to wszystko długo, dla mnie to parę sekund, jakbym zamknęła oczy i otworzyła... było już po wszystkim. Najgorsze uczucie to te, jak przenosili mnie ze stołu operacyjnego na łóżko i zobaczyłam swoje nogi, każde w swoją stronę, a ja ich po prostu nie czułam. Uczucie bynajmniej dziwne....
Prawie jak Dr House... wieźli mnie na łóżku na moją salę, mój tata i mama byli już przy mnie, mąż poszedł razem z pielęgniarką, gdzie ubierała, myła i robiła całą resztę z Naszym synem. Dużą siłą w tym wszystkim dał mi mój mąż, który tego dnia był ze mną, kiedy Go widziałam, kiedy widziałam Jego emocje, tak bardzo doceniłam ten dzień podwójnie. Przywieźli Naszego syna, mała kruszynka zawinięta w becik, a jeszcze parę chwil temu był w moim brzuchu.
Witaj życie.... 
Dopiero teraz zaczyna się cała przygoda....
A już wkrótce pobyt w szpitalu bez kolorowania, pierwsze chwile po odejściu znieczulenia, pierwsza zmiana pieluchy, moje własne uczucia, emocje i baby blues.....
Napisanie tego postu trwało 4 dni, bo niech mi nikt nie wciska, że pierwsze dni z noworodkiem są łatwe... 

7 komentarzy:

  1. wiele już na blogach czytałam opisów porodowych, ale ten wyjątkowo poruszył we mnie chyba moje własne wspomnienia bo aż się wzruszałam na ich myśl... u mnie były niemal te same odczucia i.. te nogi ;) Ja początkowo zapytałam sama siebie "czyje tam nogi latają, autentycznie!
    Dla mnie sam moment przemiany z bycia w ciąży na zostanie mamą trwał faktycznie tak krótko że nie zdążyłam w to uwierzyć... 9 miesięcy się ślimaczy a tu tak w kilka minut i już jestem kim innym? Jestem MAMA...

    Gratuluję tej zmiany "statusu" i życzę dużo sił i przespanych nocy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A tak się zastanawiałam co tam u Was, czy już jesteście razem. Pierwsze dni na pewno nie są łatwe! Szczególnie chyba po cesarce? Gratuluje zdrowego synka i mam nadzieję, że dni mijają Wam spokojnie :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje! Pierwsze dni rzeczywiście są bardzo ciężkie, ale później wcale nie jest lepiej. Ciągle COŚ zakłóca nasz matczyny spokój. Ale uwierz mi (a wiem co mówię, bo mam temperamentnego syna), że nawet z największych nocnych maratonów czy wieczornych histerii można czerpać ogrom radości :-) Aż nie wiadomo skąd się bierze energię do tego :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że nawet i pierwsze miesiące nie są łatwe :) Super, dzielna mamuśka. Najważniejsze, że mały jest już na świecie i możecie się sobą cieszyć. Chętnie przeczytam kolejny post. Ja rodziłam naturalnie, więc jestem ciekawa co czują kobiety po cesarce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie pierwsze dni nie były ani rudne ani łatwe. Wszystko było takie nowe i dziwne. Krok po kroku powoli wchodziłam w moją nową role. W zasadzie trudno mi było dopiero jakieś dwa tygodnie po porodzie wtedy naszło mnie prawdziwe załamanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Serdeczne gratulacje syneczka!
    Szczerze mówiąc dla mnie najgorszy był pierwszy miesiąc i nie wierz tym, którzy straszą że teraz jest bajka a później robią się schody - bo jako mama zdobywasz doświadczenie i będzie tylko prościej!

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje!!!! :) Ja ciągle czekam na poród. :( Eh... u każdego jest inaczej. Dla mnie cały pierwszy miesiąc był taki łatwy. Szczerze liczę na to, że tym razem też tak będzie. ;)

    OdpowiedzUsuń