PIERWSZA WIZYTA PROFILAKTYCZNA W RAMACH PODSTAWOWEJ OPIEKI ZDROWOTNEJ + SZCZEPIENIE (56)

24 marca odbyła się pierwsza wizyta. Olek aktualnie ma 7 tygodni. Waży 4600g (waga urodzeniowa 3270g), mierzy 56cm (miara urodzeniowa 52cm). Obowiązkowymi szczepieniami w 2 miesiącu życia są: wzw B (2 dawka), DTP (1 dawka) oraz Hib (1 dawka).
WZW B - jest to inaczej żółtaczka wszczepienna lub zapalenie wątroby typu B, pierwsza dawka była podana w dniu narodzin. Do zakażenia może dojść poprzez kontakt z krwią.
DTP - błonica, tężec, krztusiec; błonica jest bardzo ciężką chorobą, która może spowodować utrudnianie w oddychaniu, a w skrajnych przypadkach uduszenie. Tężec to kolejna ciężka choroba, która może spowodować długotrwałe skurcze mięśni, uszkodzenia nerwów, drgawki, zaburzenia przytomności i oddychania. Krztusiec to choroba wywoływana przez bakterię nazywaną pałeczką ksztuśca, która objawia się napadowym, przewlekłym kaszlem, może powodować wymioty, bezdech, drgawki, wyczerpanie.
Hib - należy do bakterii najczęściej wywołujących ciężkie zakażenia bakteryjne u dzieci do 5 r.ż.
Zaszczepiliśmy synka tradycyjną drogą, czyli 3 szczepionki - 3 ukłuciami, nie chciałam ryzykować 3 szczepionek w 1, ponieważ uważam, że nie jest to dobra decyzja. Ukłucia były w obie rączki oraz udo.
Dodatkowo postanowiliśmy zaszczepić małego przeciw pneumokokom. Jest to jedna z powszechnym dobrze prosperujących szczepionek przeciw bardzo groźnym bakteriom, które mogą zagrażać dla zdrowia i życia dziecka. Koszt pierwszej szczepionki to 245zł. potrzebne będą dodatkowe 3, których koszt również wynosi 245zł. Kolejna wizyta za 6 tygodni. Muszę wtrącić swoje trzy grosze, że uważam za ogromny absurd, że szczepionka, która moim zdaniem jest jak najbardziej pozytywna dla organizmu dziecka ma taką cenę, ludzie wymyślają szczepionki 3w1, 6w1, które kończą się drastycznie i coraz częściej jest udowadniane na papierze - żeby ludzie otwierali oczy, że są one negatywne dla tak małego organizmu, który nie ma tak na prawdę nawet 50% odporności i daje się taką dawkę, no tragedia, głupota. A jedna szczepionka, która może pomóc i zapobiec ma taką cenę. Oczywiście wolę zrezygnować z innych rzeczy, ale akurat na coś co może pomóc zawsze będą pieniądze, jednak większość społeczeństwa na to nie stać.
Przykre....
JAK DZIECKO PRZESZŁO SZCZEPIENIE:
Reakcja na szczepienia- synek smacznie sobie spał za każdym razem, kiedy wzięłam go na ręce, także musiałam go troszeczkę rozbudzić w momencie dawania szczepionek. Płakał tylko w chwili ukłucia, po chwili przestawał. Po zakończeniu szczepień troszeczkę pomarudził (było to marudzenie typu ogromnego żalu i skarżenia się), przytulony uspokoił się, w drodze do domu (8km) zasnął.
OBSERWACJA OD 14:00 - 18:00  w domu rozebrany z ciuchów domagał się jedzenia, nakarmiony zaczął się uśmiechać i radośnie gaworzyć, humor się poprawił tym bardziej po załatwieniu się (aż po pas). Odłożony do łóżeczka zasnął na ok. 2h. Po obudzeniu się domagał się jedzenia, zjadł niewielką ilość, był przytulany i ponownie zasnął. Między czasie pojawiło się marudzenie, jednak szybko ustępowało po mówieniu do dziecka, zaobserwowane podczas snu - miny przerażenia, nie spokoju, delikatnego płaczu, szybszego oddechu - wszystkie te objawy szybko ustępowały.
Temperatura ciała wahała się od 36,6 do 37,2.

OBSERWACJA OD 18:00 do rana
Po dość długim snu, obudził się z krzykiem, nie mógł się w żaden sposób uspokoić, trwało to ok. 30min. kiedy położyłam go na dużej poduszce w naszym łóżku próbować zasnąć, przebudzał się szybkimi drganiami rączek i nóżek, po obserwacji mogę stwierdzić, że najprawdopodobniej bolały go miejsca kłucia, ponieważ ok 3-4 godzin nie ruszał praktycznie rączkami i nóżkami, a każde dotknięcie kończyło się przeraźliwym płaczek. Płacz trwał ok 30 sekund, syn był szybko uspokajany, głaskany po główce, po czym znowu zasypiał. Po ok. 40-50min. takich pobudek zasnął na dobre, obudził się ok. godz. 22 w znacznie lepszym humorze domagając się jedzenia i zmiany pieluszki, zauważyłam, że ból powoli zaczął przechodzić, Olek ściskał już piąstki i delikatnie machał stopami. Po jedzeniu ponownie zasnął na mojej poduszce. Obudził się dopiero po 1:30, zjadł 130ml mleka, została zmieniona pieluszka i zasnął budząc się dopiero o 5:30 w bardzo dobrym humorze. 
Temperatura ciała wahała się w tym czasie od 37,2 do 37,8.  

RANO temperatura 37,5 była jeszcze przez parę godzin, zaczęła spadać, nie podawałam czopków, ani innych substancji. Dzisiaj do godz. 14 po obserwacji mogę stwierdzić, że wszystko wróciło do normy. Oczywiście jestem nadal czujna i obserwujemy :)

P.S. - Prawie się popłakałam, kiedy mały dostawał szczepionki, jego płacz takiego bólu mnie przeraził, dobrze, że byłam z mężem, bo samej byłoby mi po prostu ciężko i pewnie bym się popłakała. Teraz oby do następnej i obyyyy było wszystko dobrze. Boje się jednak jednej szczepionki przeciw różycce, ospie i śwince jak dobrze pamiętam. Jeżeli wasze dzieci je przeszły bardzo proszę napisać mi jak to zniosły.

W związku z tym, że już lada dzień Wielkanoc życzę Wam spokojnych, udanych Świąt w gronie najbliższych osób.

CAŁA PRAWDA O MOIM POŁOGU... 45 DNI PO PORODZIE. (55)

POŁÓG - PIERWSZA DOBA PO PORODZIE

EMOCJE
To dzień, który zapamiętam do końca swoich dni (chyba, że zacznę mieć zaniki pamięci). W pierwszej chwili poczułam niesamowitą ulgę, że ,,to już" całe 9 miesięcy - 38 tygodni ciążowej mnie zakończył się sukcesem. Poczułam radość i osobiście poczułam się dumna z samej siebie, że zostałam mamą.
Przygnębienie, strach, bezradność przyszły parę godzin później, kiedy to znieczulenie zaczęło odchodzić, a ja zadawałam sobie pytanie jaką będę matką, jak poradzę sobie z przewijaniem, karmieniem, czy wystarczająco okażę swoje ciepło i miłość dla tego małego człowieka.
Największe przygnębienie dopadło mnie podczas karmienia piersią, pielęgniarki tak bardzo naciskały, komentowały, że zaczęłam popadać w depresję, one wychodziły, a ja płakałam, podświadomie nie chciałam karmić piersią i tego nie umiem wyjaśnić do dnia dzisiejszego, czułam dyskomfort, stres, niechęć, mojego pokarmu od samego początku było tak mało, że musiałam dokarmiać syna. Pomimo zachęcania swoich piersi do laktacji one nie dawały tyle ile trzeba, moje dziecko się denerwowało, a ja nad nim płakałam. Chciałam to zakończyć jak najszybciej, bym mogła widzieć, że moje dziecko jest najedzone.
Kwestia mojej laktacji, a raczej podejścia do niego to odrębny post, proszę mnie nie krytykować, że jestem wyrodną matką, z tym się nie zgodzę... mam po prostu inne zdanie w tym temacie.
DZIŚ - moje emocje i jakiekolwiek z tym związane uczucia się ustabilizowały, radzę sobie rewelacyjnie przy dziecko, nie potrzebuję pomocy, potrafię rozpoznać płacz domagający się danej rzeczy. Umiem cieszyć się z najmniejszego uśmiechu na twarzy mojego dziecka. Cierpliwość, której najbardziej potrzeba przy maleństwie z każdym dniem jest jej coraz więcej. Nie puszczają mi nerwy tak jak w pierwszych dniach, jestem bardziej opanowana.
ZMĘCZONY ORGANIZM 
Nie umiem powiedzieć, że ja urodziłam dziecka, no bo nie ! mi je po prostu wyjęli, jednak sam zabieg i przygotowania do niego wymęczyły mój organizm. W pierwszej dobie czułam dreszcze, były tak silne, że trzęsło mnie jak galaretą oraz suchość w ustach, pragnienie wody było ogromne, a ja wiedziałam, że nie mogę pozwolić sobie na porządnego łyka, jedynie na zmoczenie ust. 
Znieczulenie, które odchodziło również wzmogło bóle podbrzusza, a bardziej naciskanie przez pielęgniarkę by odchody poporodowe prawidłowo wypłynęły. 
JESTEM TĄ, która wcale nie miała problemów z wypróżnianiem, już w pierwszej dobie gazy zaczęły odchodzić, sprawa śmieszna, jednak cały czas byłam o to pytana, na drugi dzień, kiedy mogłam już wstać normalnie bez problemów skorzystałam z toalety, poczułam się jak nowo narodzona. 
Pot to najgorsza część, która mnie dopadła, w pierwszych tygodniach (1-4) pociłam się strasznie, wejścia po schodach na górę w domu kończyło się przykrym zapachem. 
DZIŚ - Po porodzie zrzuciłam 12kg, przy czym moje dziecko ważyło 3270kg, czuje się rewelacyjnie, blizna po cięciu jest ładnie zagojona, nie odczuwam już żadnych bóli w podbrzuszu. Jedynym mankamentem najprawdopodobniej po cesarce jest ból kręgosłupa, który niestety z każdym dniem się nasila i pewnie będę musiała coś z tym zrobić. Przykre pocenie się ustąpiło. 

ODCHODY POPORODOWE 
Najbardziej nieprzyjemna sprawa całego czasu po porodzie, oczywiście krwawienie zaczęło się od razu po cesarskim cięciu, odchodów było dość sporo w pierwszych dniach czerwona krew lała się z dróg rodnych jak rzeka, z każdym dniem było coraz lepiej. Po tygodniu pobytu w szpitalu, kiedy wróciłam do domu, używałam standardowych podpasek na noc (maxi) i to wystarczyło. Odchody poporodowe zakończyły się w 5 tygodniu. 
DZIŚ - Aktualnie walczę z infekcją, która pojawia się u mnie dość często, oczywiście połóg jest tutaj głównym powodem infekcji. Jestem przed wizytą u ginekologa, biorę tabletki dopochwowe provag, które rewelacyjnie radzą sobie z infekcją. No i oczywiście wyczekuję pierwszej miesiączki, która niebawem może się pojawić. 

Dzisiaj jest tak jak przed dniem, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, tylko że w naszym domu jest ten mały, wymarzony człowiek, który wyskoczył ze mnie jak torpeda. 9 miesięcy to zdecydowanie za krótki okres by przygotować się na rodzicielstwo. I co z tego, że dziecko jest planowane, wyczekiwane, wymarzone. W dniu, kiedy nareszcie bierzesz swoje dziecko na ręce jesteś w szoku. Wiem, bocian nie przyniósł mojego syna, ale pojawił się w moim życiu jak zaczarowany.
Pewien etap w moim życiu został zamknięty, a z dniem narodzin dziecka zaczęłam nowy rozdział, ten najważniejszy z wielką odpowiedzialnością każdego dnia. Teraz to ja jestem matką, teraz to wszystko zależy ode mnie jakiego człowieka dam światu.

Baby Blues czy Depresja Poporodowa ? (54)

Dziecko wyczekiwane, wyśnione, wymarzone. Dniami przed porodem myślałam jak moje dziecko będzie wyglądało, nie mogłam się doczekać tego dnia, ale i byłam maksymalnie przerażona.
Ja, 27-latka, osiągnęłam wyższe wykształcenie, staż pracy od 18-nastego roku życia, prawo jazdy, książki, filmy, Pani domu, podróże, fotografia, pyszna kawa, ja i moje chwile, muzyka w uszach i głowa pełna pomysłów na życie.
Nadszedł czas na założenie rodziny, brzuch rósł z każdym dniem, początkowe hormony dały spokój, a ja oczekiwałam rozwiązania.
Sądnego dnia, niezliczona liczba łez opuściła moje oczy, to wszystko tak szybko nastąpiło, położyłam się na stół, a oni wyjęli mi dziecko, trzeciego dnia płakałam jak oszalała, mąż wrócił do pracy, rodzice odwiedzali dopiero po południu... a ja płakałam.
Patrzyłam na moje dziecko i nie wiedziałam co do Niego czuje, płakałam bo byłam sama, płakałam bo chciałam do domu, płakałam bo On tak szybko pojawił się na świecie.
Wróciłam do domu.... wróciłam i nadal nie wiedziałam co do Niego czuje, patrzyłam na moje dziecko i wiedziałam, że to co chciałam poczuć jest najważniejsze na świecie. Biłam się z trylionem myśli, traciłam cierpliwość przy Jego płaczu, miałam dość wstawania w nocy, czułam żal, że utraciłam swoje życie, swój czas, swoją pasje i marzenia, miałam żal do mojego dziecka...
Dziś wiem, że musiałam poradzić sobie ze swoimi emocjami i nie twierdzę, że jest rewelacyjnie, ponieważ narodziny dziecka w lutym, kiedy temperatura nie sprzyja i z domu nie koniecznie można wyjść wcale nie pomaga.
Kocham... kocham swoje dziecko nad życie, dałam życie. Hormony robią swoje i potrafią zgnieść kobietę jak orzecha włoskiego. Nie poddaje się. A każdego dnia, kiedy widzę swojego synka, kiedy na mnie patrzy i się uśmiecha wynagradza wszystko.
PIERWSZY MIESIĄC MOJEGO ALEKSANDRA (08.03.2016r.) (53)

PIERWSZY MIESIĄC MOJEGO ALEKSANDRA (08.03.2016r.) (53)

Urodził się dnia 08 lutego 2016 roku
O godzinie 9:15
Waga: 3270g
Długość: 52cm
Pkt wg skali Apgar: 10
Byliśmy w szpitalu 7 dni.

Cześć synku !
Dzisiaj mija pierwszy miesiąc wspólnego życia. Zleciał bardzo szybko. Jestem Twoją mamą, nosiłam Cię pod sercem 38 tygodni, urodziłam przez cesarskie cięcie.
Synku ! jesteś moim serduszkiem.
Pierwszy tydzień w szpitalu, był szokiem... to już ? pusto w brzuchu ?
Drugi tydzień, był płaczliwy... moje hormony.
Trzeci tydzień, nie jest łatwo, dalej się poznajemy.
Czwarty tydzień, uśmiechasz się do mnie i patrzysz, kiedy do Ciebie mówię.
29 dni minęło.... a ja nadal mam wrażenie jakby to było wczoraj.


ZAOBSERWOWANE W 1 MIESIĄCU
- przytulany na ramieniu podnosi główkę i utrzymują ją kilka sekund w górze,
- energicznie macha nóżkami i rączkami, pozycja brzuszkowa odchodzi w zapomnienie, czyli podkurczanie nóżek,
- pępek odpadł w 3 tygodniu, zagoił się idealnie,
- synuś uwielbia się kąpać, leży spokojnie i wygląda na odprężonego i zadowolonego,
- w ciągu dnia momentalnie zasypia, kiedy jest głośno,
- pierwsza pobudka po północy kończy się rozdrażnieniem, zasypianie trwa od 30min. do  1,5h, kolejne karmienie kończy się długim i spokojnym spaniem,
- noc kończy się na dwóch karmieniach,
- od tygodnia reaguje na pozytywkę wiszącą nad łóżeczkiem, uspokaja się w momencie włączenia melodyjki,
- jest spokojny przy ubieraniu / przebieraniu,
- nie lubi, kiedy nakłada mu się czapeczkę,
- po 5min. jazdy w samochodzie - spokojnie zasypia,
- sam wypluwa smoka, kiedy już go nie potrzebuje,
- kiedy jest głodny - reaguje nagłym, głośnym, przeraźliwym płaczem,
- kiedy narobił w pieluszkę - reaguje popłakiwaniem, stanowczym marudzeniem,
- uwielbia mleko, chętnie też pije glukozę (jednak już przestałam ją podawać - była podawana w szpitalu i trochę w domu przez nasiloną żółtaczkę),
- nie lubi smaku koperku i rumianku, potrafi nazbierać płyn w buzi i go wypluć,
- często reaguje uśmiechem, kiedy się do niego mówi,
- podając wieczorem witaminę D, ma zdziwioną minę i wygląda jakby chciał wychwycić jaki ma smak,
- kiedy jest głodny ssie palce lub piąstkę dając głośny odgłos ,,ciamkania",
- nieruchomieje, lub przestaje ssać na moment, kiedy do niego zaczynam mówić,
- reaguje na nagły dźwięk,
- mruży oczy na mocne światło,
- lubi leżeć na brzuszku przytulony do piersi, momentalnie się uspokaja,
- ma łaskotki w pachwinkach i bardzo delikatne na stopach.
Cześć, jestem Aleksander. Mija miesiąc, kiedy jestem na świecie. Dużo śpię i jem.


PIERWSZE CHWILE Z DZIECKIE PO PORODZIE. / CO MYŚLĘ O CESARSKIM CIĘCIU. (52)

PIERWSZE CHWILE Z DZIECKIE PO PORODZIE. / CO MYŚLĘ O CESARSKIM CIĘCIU. (52)

Pierwsze chwile....
Godzina 9:15, a ja przed swoimi oczami zobaczyłam własne dziecko, usłyszałam Jego płacz, zupełnie nie potrafiłam opanować swoich łez, leżałam na stole operacyjnym i płakałam... i tam za ścianą wciąż słyszałam Jego płacz i dziękowałam Bogu, że już jest, cały i zdrowy.
Kiedy przewieźli mnie na salę dosłownie po 10 min. pielęgniarka przyniosła mi moje dziecko, położyła na chwilę obok mnie. Patrzyłam na Niego z ogromnym niedowierzaniem, że to MOJE dziecko, że nosiłam w swoim ciele, pod swoim sercem drugie serce, że daliśmy nowe życie, że teraz przytulam swój cały świat.
Dziecko po porodzie dostałam po 10min. na salę i został już ze mną do samego końca.
Pierwszego dnia nie wstawałam, cały dzień był ze mną mąż i mama, jednak opieka przy takim maleństwie była minimalna, ponieważ taki szkrab potrzebuje minimalną ilość pożywienia, przystawianie do piersi i tak kończyła się dokarmieniem, więc w pierwszej dobie robiła to pielęgniarka, w nocy kiedy również nie wstawałam - doglądała Nas pielęgniarka, która w razie potrzeby zmieniła pieluszkę małemu.
Syn był cały czas ze mną 24h przez cały pobyt w szpitalu, zabierali Go tylko na kąpanie i badania.
Drugiego dnia, kiedy już wstałam sama zajmowałam się dzieckiem, karmienie i zmiana pieluch należała do mnie, chociaż przy przebieraniu pomogła mi pielęgniarka chyba raz. Czyli wstawanie w dzień i w nocy, czy dawałam radę, czy też nie należało do mnie.
Cesarskie cięcie...
to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć i jestem niezmiernie szczęśliwa, że moje dziecko przyszło na świat taką drogą (dla Niego) szybko, łatwą i bezbolesną, jednak na pewno i jestem tego świadoma bardziej traumatyczną, że ten świat tak szybko ujrzał. Jednak mój strach przed porodem naturalnym - a raczej przed komplikacjami jakie mogłyby powstać tak bardzo mnie przeraził, że nie chciałam ryzykować życia i zdrowia swojego i dziecka. Wiem, że wiele kobiet się ze mną nie zgodzi, ale proszę uszanować moje poglądy na ten temat. 
Cała operacja trwała bardzo krótko, wszystko przebiegło sprawnie i szybko. 
Jedyna rzecz, która bardzo mnie dotknęła to to, że zobaczyłam swoje dziecko tak szybko, że pomimo tych 9 miesięcy noszenia Go w brzuchu, jednak nie miało nic do tego w momencie, kiedy zobaczyłam własne dziecko, Oni mi je po prostu wyjęli i to bardzo szybko. To był szok, ogromny szok, że jeszcze 10min. wcześniej leżałam z brzuchem, a po paru minutach patrzyłam na swoje dziecko - szok ogromny.