CAŁA PRAWDA O MOIM POŁOGU... 45 DNI PO PORODZIE. (55)

POŁÓG - PIERWSZA DOBA PO PORODZIE

EMOCJE
To dzień, który zapamiętam do końca swoich dni (chyba, że zacznę mieć zaniki pamięci). W pierwszej chwili poczułam niesamowitą ulgę, że ,,to już" całe 9 miesięcy - 38 tygodni ciążowej mnie zakończył się sukcesem. Poczułam radość i osobiście poczułam się dumna z samej siebie, że zostałam mamą.
Przygnębienie, strach, bezradność przyszły parę godzin później, kiedy to znieczulenie zaczęło odchodzić, a ja zadawałam sobie pytanie jaką będę matką, jak poradzę sobie z przewijaniem, karmieniem, czy wystarczająco okażę swoje ciepło i miłość dla tego małego człowieka.
Największe przygnębienie dopadło mnie podczas karmienia piersią, pielęgniarki tak bardzo naciskały, komentowały, że zaczęłam popadać w depresję, one wychodziły, a ja płakałam, podświadomie nie chciałam karmić piersią i tego nie umiem wyjaśnić do dnia dzisiejszego, czułam dyskomfort, stres, niechęć, mojego pokarmu od samego początku było tak mało, że musiałam dokarmiać syna. Pomimo zachęcania swoich piersi do laktacji one nie dawały tyle ile trzeba, moje dziecko się denerwowało, a ja nad nim płakałam. Chciałam to zakończyć jak najszybciej, bym mogła widzieć, że moje dziecko jest najedzone.
Kwestia mojej laktacji, a raczej podejścia do niego to odrębny post, proszę mnie nie krytykować, że jestem wyrodną matką, z tym się nie zgodzę... mam po prostu inne zdanie w tym temacie.
DZIŚ - moje emocje i jakiekolwiek z tym związane uczucia się ustabilizowały, radzę sobie rewelacyjnie przy dziecko, nie potrzebuję pomocy, potrafię rozpoznać płacz domagający się danej rzeczy. Umiem cieszyć się z najmniejszego uśmiechu na twarzy mojego dziecka. Cierpliwość, której najbardziej potrzeba przy maleństwie z każdym dniem jest jej coraz więcej. Nie puszczają mi nerwy tak jak w pierwszych dniach, jestem bardziej opanowana.
ZMĘCZONY ORGANIZM 
Nie umiem powiedzieć, że ja urodziłam dziecka, no bo nie ! mi je po prostu wyjęli, jednak sam zabieg i przygotowania do niego wymęczyły mój organizm. W pierwszej dobie czułam dreszcze, były tak silne, że trzęsło mnie jak galaretą oraz suchość w ustach, pragnienie wody było ogromne, a ja wiedziałam, że nie mogę pozwolić sobie na porządnego łyka, jedynie na zmoczenie ust. 
Znieczulenie, które odchodziło również wzmogło bóle podbrzusza, a bardziej naciskanie przez pielęgniarkę by odchody poporodowe prawidłowo wypłynęły. 
JESTEM TĄ, która wcale nie miała problemów z wypróżnianiem, już w pierwszej dobie gazy zaczęły odchodzić, sprawa śmieszna, jednak cały czas byłam o to pytana, na drugi dzień, kiedy mogłam już wstać normalnie bez problemów skorzystałam z toalety, poczułam się jak nowo narodzona. 
Pot to najgorsza część, która mnie dopadła, w pierwszych tygodniach (1-4) pociłam się strasznie, wejścia po schodach na górę w domu kończyło się przykrym zapachem. 
DZIŚ - Po porodzie zrzuciłam 12kg, przy czym moje dziecko ważyło 3270kg, czuje się rewelacyjnie, blizna po cięciu jest ładnie zagojona, nie odczuwam już żadnych bóli w podbrzuszu. Jedynym mankamentem najprawdopodobniej po cesarce jest ból kręgosłupa, który niestety z każdym dniem się nasila i pewnie będę musiała coś z tym zrobić. Przykre pocenie się ustąpiło. 

ODCHODY POPORODOWE 
Najbardziej nieprzyjemna sprawa całego czasu po porodzie, oczywiście krwawienie zaczęło się od razu po cesarskim cięciu, odchodów było dość sporo w pierwszych dniach czerwona krew lała się z dróg rodnych jak rzeka, z każdym dniem było coraz lepiej. Po tygodniu pobytu w szpitalu, kiedy wróciłam do domu, używałam standardowych podpasek na noc (maxi) i to wystarczyło. Odchody poporodowe zakończyły się w 5 tygodniu. 
DZIŚ - Aktualnie walczę z infekcją, która pojawia się u mnie dość często, oczywiście połóg jest tutaj głównym powodem infekcji. Jestem przed wizytą u ginekologa, biorę tabletki dopochwowe provag, które rewelacyjnie radzą sobie z infekcją. No i oczywiście wyczekuję pierwszej miesiączki, która niebawem może się pojawić. 

Dzisiaj jest tak jak przed dniem, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, tylko że w naszym domu jest ten mały, wymarzony człowiek, który wyskoczył ze mnie jak torpeda. 9 miesięcy to zdecydowanie za krótki okres by przygotować się na rodzicielstwo. I co z tego, że dziecko jest planowane, wyczekiwane, wymarzone. W dniu, kiedy nareszcie bierzesz swoje dziecko na ręce jesteś w szoku. Wiem, bocian nie przyniósł mojego syna, ale pojawił się w moim życiu jak zaczarowany.
Pewien etap w moim życiu został zamknięty, a z dniem narodzin dziecka zaczęłam nowy rozdział, ten najważniejszy z wielką odpowiedzialnością każdego dnia. Teraz to ja jestem matką, teraz to wszystko zależy ode mnie jakiego człowieka dam światu.

1 komentarz:

  1. Szczególnie przy pierwszym dziecięciu takie skrajne emocje myślę, że są normą. Najwazniejsze, żeby się nie poddać tym negatywnym. Super, że już jesteś taka opanowana i spokojna :) teraz może być już tylko lepiej!

    OdpowiedzUsuń