maja 13, 2016

URODZIŁAM DZIECKO - ZOSTAŁAM ODRZUCONA.(63)

Ostatnio odwiedzając blogi, natknęłam się na bardzo interesujący post o mamie, która stoi na uboczu - bo najważniejsze jest dzieciątko. Dzisiaj chciałam poruszyć ten ważny, ale jakże omijany problem w świecie świeżo upieczonych mam. Idealnie opisany problem stosunku ludzi do intymności, zmęczenia i tak na prawdę braku pewności czy robi się przy dziecku dobrze.
Rodzi się dziecko ! Nadchodzi ten najważniejszy, najpiękniejszy, straszny, przerażający, depresyjny dzień. Proszę nie piszcie, że jest inaczej, bo emocje, które towarzyszą kobiecie podczas dnia porodu są tak różne, że tylko o szczęściu nie mówmy, ale i łzach niepewności.
Nie wiem jak jest u innych mam, ale poruszę ten problem na przykładzie swoim, z którym borykałam się przez pierwsze tygodnie.
W dniu porodu był ze mną od rana mąż i mama, potem dojechał tata. To była moja prośba, chciałam żeby te trzy najważniejsze dla mnie osoby były w tak ważnym dla mnie (i dla nich) momencie. Zaznaczyłam już od samego początku, że wizyty gości będą zależało od tego jak będę się czuła, powiedziałam wprost, że nie wiem czy chcę widzieć kogokolwiek. Na szczęście cesarskie cięcie przebiegło szybko, sprawnie - a ja czułam się bardzo dobrze jak było po wszystkim. Po paru godzinach od porodu pierwsi goście, pozwoliłam na odwiedziny, bo stwierdziłam, że czas szybciej zleci, na jeden raz przyjechało 6 osób i to nie było fajne. Nie dla mnie ! - dla dziecka ! Ogólnie w jednej sali było 9 osób i ja leżąca i nikomu nie polecam pierwszego dnia takich odwiedzin, bo to głupota robiona na krzywdę dziecka, maluch nie ma jakiejkolwiek wyrobionej prawidłowej odporności, żeby przebywać w jednym pomieszczeniu z taką ilością zarazków, jakie zostały przyniesione z zewnątrz, jakie są na ciuchach, w nosie itp.
Sama musiałam dojść do siebie, jeszcze łzy spływały bo nie dowierzałam, że moje dziecko jest już na świecie, usłyszałam parę grzecznych pytach ,,jak się czujesz?" nikt za bardzo się nade mną nie rozczulał i nie zasypywał pytaniami... bo jest On - najpiękniejszy, najcudowniejszy - i jaki podobny do taty. Poważnie, to parę godzin po porodzie widać podobieństwo ? - nie wiedziałam.
Pobyt w szpitalu przebiegł z perspektywy czasu szybko (wtedy mi się dłużyło), drugiego dnia goście po południu i wieczorem, potem nie chciałam żeby ktokolwiek mnie odwiedzał - czemu ? bo dopadła mnie depresja, w sumie baby blues ? czy hormony się normowały ? nie wiem, ale płakałam i nie mogłam przestać, nie chciałam widzieć nikogo, tylko ja i mój syn, mąż, który przyjeżdżał dopiero po południu - bo praca !
Wróciłam do domu i co w domu ? Właśnie ! Nadeszła niedziela, wchodzę do domu i jestem szczęśliwa, że to już, od czego zacząć ? rzuciłam torby, syna rozebrałam, a sama poszłam pod prysznic, zajęło mi chyba 30min. zmywanie z siebie tych wszystkich emocji jakie mi towarzyszyły. A po paru godzinach, goście, pierwsi goście, kolejnego dnia kolejni... bo oni na chwilę zobaczyć małego, potem wpadanie w tygodniu, bo tylko na chwilę... on taki cudowny i śpi w gościach - jak tatuś, jaki podobny do tatusia... a co czuje matka ? Wydaje mi się, a jestem święcie przekonana po doświadczeniu, że w momencie przyjścia na świat nowego członka rodziny, wszyscy zapominają, kto wydał na świat tego malutkiego człowieka. Kto nosił 9 miesięcy, a te miesiące wcale nie były łatwe, a dziecko żyło swoim życiem, matka się męczyła, potem urodziła i w szpitalu leżała - toż to kurwa nie spa !! Nikt już się nie zapyta jak się czujesz, jak się masz, jak sobie radzisz ! O nie ! wręcz przeciwnie, jeszcze dostaniesz dobre rady. O dobrych radach w następnym poście.
Przykro, że każdy odnosi się z obojętnością do matki, która się nie wysypia, nie dojada, wcale nie czuje się rewelacyjnie i jeszcze wpadnie na chwile - albo w ogóle bez zapowiedzi !!! No to już przegięcie, a zdarzyło mi się parę razy mieć gości bez zapowiedzi ! To najgorsze co może być, przy otwieraniu drzwi od razu byłam wściekła, bo to brak poszanowania mojej intymności, dopiero co dziecko przyszło na świat, ja dochodzę do siebie, między karmieniem, pieluchami, a dziecka snem jest moja regeneracja i wcale nie chce mi się ubierać w ciuchy. Nie tak się nie robi ! Na samą myśl nachodzi mnie wściekłość. Bo o matce to już nikt nie pomyśli.
Cóż ! trudno, ludzie są tylko ludźmi, cieszę się, że mam to za sobą, teraz jestem bardziej otwarta, mówię wprost, żeby goście się zapowiadali, do dzwonka nie dzwonili i nie całowali mi dziecka w rączki ! Cholera jasna !
Życie to tylko życie ! z różnymi ludźmi się żyje.
Buziaki dla świeżo upieczonych mam.
Mam nadzieje, że u was jest lepiej :) 

6 komentarzy:

  1. Cieszę się że mój post zainspirował Cię do tak bliskiego moim odczuciom posta. Nic dodać nic ująć. Niestety.
    ps. teraz tak stwierdziłam, że czasem nas jednak zauważają - kiedy dzieje się coś złego, kiedy dziecko płacze i nie może się uspokoić, kiedy rozrabia, wtedy odwracają na chwilę ten zakochany w dziecku wzrok i mówią "no zrób coś, przecież jesteś matką" ;)
    Nie daj się i nie martw się, jest nas więcej!:) Mnie takie doświadczenie nauczyło wiele, teraz inaczej już myślę, rozmawiam i traktuję młode mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj jakie to wszystko bliskie memu sercu... w ciąży każdy wypytywał o samopoczucie (aż do znudzenia) a po porodzie to już przecież nie ważne - chciało się dziecka to trzeba pocierpieć. Ja tam ogólnie staram się nie narzekać głośno, ale miło byłoby usłyszeć czasami jakieś miłe słowo...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie przerażały te wieczne tłumy gości... Jesteśmy sami z maluszkiem,musimy się siebie nauczyć, odpocząć po trudnych chwilach w szpitalu, a tak jak mówisz, drzwi się nie zamykały...

    OdpowiedzUsuń
  4. ale te Twoje posty prawdziwe, czytam jednym tchem, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy ktoś zwracał uwagę TYLKo na moje dziecko bywałam bezczelna domagając się zainteresowania również mną :) Teraz kiedy młoda juz jest duża, nadal tak jest! Bo przeciez to jaka jest to jest efekt mojej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Matka to "dodatek" do dziecka... Niestety .

    OdpowiedzUsuń