maja 23, 2016

WYCIĄGAJ WNIOSKI Z KAŻDEJ SYTUACJI, SPRAW BY TWOJE ŻYCIE BYŁO BOGATE. (66)

Wspominam dzień, kiedy pogotowie ratunkowe zabrało mojego tatę do szpitala. Ten dzień, jakby był wciąż codziennie razem ze mną. Stałam w oknie mojego pokoiku i płakałam, byłam przerażona, ta okropna nieświadomość, bezradność i strach.
Swoje w życiu przeszłam, takie pogotowie nie raz w moim domu było (ale o tym innym razem), dzisiaj z perspektywy dorosłej kobiety, bo przecież 27 lat to kwintesencja liczb na liczniku, wiem, że tamte łzy, tamta bezradność i przymusowe dorosłe myślenie sprawiło, że moje życie całkowicie się zmieniło.
Od zawsze kiedy pamiętam, moi rodzice byli dla Nas, dla mnie i dla brata, te piękne chwile na niedzielnych wycieczkach, wspólne oglądanie filmów, układanie puzzli i długie rozmowy w pokoju u rodziców. Kiedy nadszedł moment, że przed moimi oczami ukazał się strach, że mogę stracić tatę, moje życie jakby stanęło w miejscu, nie dowierzałam i miałam pretensję do całego świata dlaczego akurat to mnie spotkało w tamtym momencie.
W naszym domu choroba witała dość często, a przecież tej kurwy nikt nie zapraszał. Kiedy to wszystko się zaczęło dziać miałam może z 14 lat, tak mi się przynajmniej wydaje. Wizyty w szpitalu były przygnębiające, siadam na krzesełku obok taty i rozmawiałam, o wszystkim i o niczym. Moje serce w środku zaciśnięte było sznurem, a luzowało supeł dopiero jak ujrzałam światło po drugiej stronie drzwi szpitala.
Uczucie strachu jest najgorszym uczuciem jakie doznałam przez 27 lat egzystencji. Wolałabym odejść sama z tego świata, niż stracić, ale przecież tego nie uniknę.
Jednak te doświadczenie zaczęło zmieniać we mnie wartości. I to, że wtedy wylałam trylion łez to dzisiaj wiem na jakim podłożu funkcjonuje moja rodzina.
To dzisiaj przez ten cholerny smutek i strach doceniam każdego dnia wszystko co mam, doceniam swojego męża i dziękuje Bogu za synka.
Musiałam dorosnąć; nie w głowie były mi spotkania z koleżankami po szkole, kiedy mój tata leżał w szpitalu, chciałam go zobaczyć i chociaż przez chwilę się przytulić. Dzisiaj sytuacja jest unormowana, lecz wcale nie rewelacyjna. Każdy dzień jest dla mnie jedynym, wyjątkowym dniem, który przeżywam starając się doceniać nawet łyk kawy.
Otwieram rano oczy i dziękuje, mam za co, mam za kogo.
Najważniejsza dla mnie jest miłość, rodzina, wspólne chwile, pocałunki i te obiady przy jednym stole. Nie pieniądze, nie rzeczy materialne, to nie jest mi potrzebne do szczęścia. Bóg nie rzuca pieniędzy z nieba, ale obdarowuje ludzi mądrością życiową. I wtedy te pretensje, żal i nienawiść do świata, dzisiaj zamienił mnie w kobietę, która chce kochać - nie chce posiadać.

2 komentarze:

  1. Cudownie jest doceniać to co i kogo się ma :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby wszystko było jak najlepiej. Ja straciłam tatę gdy miałam 9 lat a jutro mija kolejna rocznica bez niego. Nie pamiętam go i to jest gorsze od jego braku. Po 26 latach wiem, że rodzina jest najważniejsza i nic nie zastąpi nam wspomnień. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń