Jestem matką SAMOTNIE wychowującą dziecko. (83)

Tydzień za tygodniem mijają, a moje dziecko kończy kolejny miesiąc. Dopiero co zrobiłam test ciążowy, odbyłam pierwszą wizytę u ginekologa i słyszałam Jego bicie serduszka, dopiero co kopał mnie z każdej strony, a ja łagodnie dotykałam brzuch mówiąc do Niego.
Nie wierzysz w magię ?
- Ja wierzę! - bo czas to magia !
Dziewięć miesięcy zleciało, zresztą jak 5,5 miesiąca już wspólnie.
Mamy już swoją rutynę, kiedy rano się budzi biorę go do siebie do łóżka i tak rozmawiamy ze sobą i bawimy, wtedy mamy też jedną drzemkę - ja to nazywam dosypianiem, potem wstajemy, ubieramy się, mamy codzienną rutynę dbania o swoje ciała - ja i mój syn... potem zmywany naczynia po wieczorze poprzednim, sprzątamy w domu, gotujemy obiad, bawimy się, po drzemce popołudniowej - najdłuższej - jemy obiadek, potem deserek i idziemy na dwór, spacerujemy, chodź nie mamy za bardzo gdzie - spacer musi być.....


niestety mieszkanie na wsi ma też swoje minusy, spacerujemy czasami znosząc swoje gorsze humory, albo te dobre, czasami po 30min. musimy wrócić do domu, aby mojemu synkowi zmienić pieluszkę, albo dokarmić, potem idziemy ponownie, świeże powietrze przed snem jest cudowne, potem wracamy do domu urządzamy kąpiel i lecimy do łóżka, wtedy jest faza zasypiania, czasami od razu przy butelce mleka, czasami bywa gorzej i nawet dochodzi do płaczu, ale to sporadyczny problem. Potem mam chwilę dla siebie, jak ona wygląda ? ogarniam łazienkę po kąpieli, robię kolacje, biorę prysznic i już wtedy na nic nie mam ochoty, ani siły, a jeszcze parę godzin wcześniej miałam całą listę zadań do zrobienia, kładę się do łóżka i zasypiam czekając na pobudki w nocy.... i tak dni lecą.
Jestem mamą....
Jestem mamą samotnie wychowującą dziecko...
Jestem mamą na urlopie macierzyńskim...
Jestem mamą, która właśnie przechodzi kryzys smutku i braku chęci o dalszą walkę.
Jestem żoną.... żoną - męża pracoholika.
Jestem żoną - na drugim bądź kolejnym miejscu.
Jestem kobietą - tak bardzo niedocenioną.
Jestem kobietą, która dba o dom, gotuje obiady, robi mężowi kanapki do pracy, piorę i gotuję...
Jestem kobietą dzisiaj tak bardzo smutną.
A ty kochana mamo, czy wychowujesz dziecko razem z partnerem ? czy również mijacie się 24h / dobę ?

Proszę o tonę siły !

13 komentarzy:

  1. Przytulam mocno....
    U nas bylo podobnie. Tez mialam taki kryzys, wypalenie...
    Kolezanki (bez dzieci) w cieplych krajach, klubach, a ja w domu z tona spraw na glowie.
    M duzo pracuje, ale porozmawialm z nim. Powiedzialam co mi lezy na sercu. Malymi kroczkami idziemy ku lepszemu!!!
    I Tobie tego zycze!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje kochana.
      Mój kryzys trwa dość długo, przez co całkowicie prowadzi mnie to do załamania. Rozmowy, kłótnie, krzyki, ciche dni - nic nie pomaga.

      Usuń
  2. Bidulko, ściskam Cię mocno :* Ja na swojego męża narzekać nie mogę, wprawdzie nie ma Go codziennie przez 12 godzin w domu, ale kiedy tylko jest, bardzo się angażuje. Podziwiam Cię, wiedz, że to co robisz jest wielkie, ale może spasuj z tymi kanapkami do pracy, tym ogarnianiem calego mieszkania... wiesz domyślam się, że Twój mąż ma 2 sprawne rączki i na pewno sam będzie potrafił posmarować chleb, a może nawet celnie trafi z plastrem wędliny. Sama niedawno wróciłam z dwutygodniowego "urlopu" bez męża, gdzie zajmowałam się dzieckiem non stop, a wieczorem zasypiałam zaraz po nim, więc domyślam się, jak to jest, kiedy nie masz pomocy. Trzymaj się i pamiętaj, że dziecko nie zapamięta tego, czy kiedy miało pół roku, rok, czy 3 lata w mieszkaniu błyszczało, ale to, jak chętnie bawiła się z nim mama. Głowa do góry, uśmiech na buzię i poczuj się jak "cały świat" dla Twojego Synka, bo właśnie tym dla Niego jesteś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za słowa wsparcia. Wiedz moja droga, że poświęcam swojemu dziecku cały swój czas, a czysty dom jest dla mnie ogromnym komfortem psychicznym, więc muszę o niego dbać nie tyle właśnie dla siebie, ale i po to, aby moje dziecko od najmłodszego wiedziało, że mama dba o wszystko. Mój syn jest najważniejszy :) Pozdrawiam

      Usuń
  3. Rozumiem co czujesz. Mój narzeczony też bardzo dużo pracuje. Zdarza się, że wychodzi z domu przed 8 a wraca po 20... gdy my już ubrani w piżamki leżymy w łóżku. Miki zaczyna już dostrzegać innych ludzi, nie tylko mamę i gdy widzi, że tata wychodzi to zdarza mu się płakać, a gdy wraca cieszy się aż tupie nóżkami. Widzę, że narzeczonemu taki stan rzeczy też nie odpowiada, ale ma dobrą pracę i musi o nią dbać. Ja sobie poradzę, mimo że czasem mam dość. Martwię się tylko, że kiedyś on będzie żałował, że stracił tyle cennych chwil z tak ważnego okresu życia naszego syna. Może taki argument podziała na Twojego męża, spróbuj. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję... chociaż codziennie Mu powtarzam, że nie ma go przy mnie i przy synu, że wszystko go omija.

      Usuń
  4. Rozumiem prawie że doskonale... choć mój mąż od początku pomagał mi przy córce, to my jakoś nie mogliśmy się po prostu dogadać... W pewnym momencie myślałam już o najgorszym... :( Teraz jest już lepiej, choć nie idealnie, ale robimy wszystko co w naszej mocy, żeby było dobrze. Przede wszystkim rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa... Przytulam mocno i życzę wszystkiego dobrego :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale rozumiem te wszystkie problemy... gdzie On zbłądził ? Żadne argumenty, a w tym ta moja poważna rozmowa nie pomaga....

      Usuń
  5. Doskonale Cię rozumiem kochana :( Ja jestem zdana na siebie. Pracuje a młody do zlobka, odbieram go po 16, staram sie mu poswiecic ten wolny czas a gdy on juz spać idzie to ja biore sie za sprzatanie, i co mam z wolnego czasu ? nic. Mój maz non stop w pracy i sie mijamy. wiec tak to wyglada.. Sciskam cie mocno i naprawde doskonale rozumiem :* buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, rozumiem i współczuję. Buziaki :*

      Usuń
  6. Przesyłam Ci kilka ton!!!!!
    Trzymam za Was mocno kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie jesteś sama. U mnie praktycznie to samo. Też całymi dniami jestem sama z synkiem. Na dodatek w mieście w którym mieszkamy nie mamy żadnej rodziny, nikogo kto mógłby chociaż na chwilkę zostać mi z dzieckiem. Ma 5 miesięcy a jestem zmuszona zabierać go ze sobą wszędzie, nawet jak sama idę do lekarza. Słyszałam już milion obietnic od męża że będzie mniej pracował, w żadną juz nie wierzę :(
    A najgorsze w tym wszystkim jest to że on tak bardzo chciał tego dziecka.... Ja nigdy nie widziałam siebie w roli matki. Na dziecko zdecydowałam się dopiero mając 30 lat, 5 lat po ślubie i namowach męża. W ciąży pracowałam aż do końca 8 miesiąca bo nie chciałam siedzieć sama w 4 ścianach. Samotne popołudnia i wieczory i tak były nieznosnie długie. Odeszlam na macierzyński w najgorszym możliwym momencie bo byłam o krok od awansu. Tak bardzo mi tego wszystkiego co miałam szkoda. Teraz czuję się absolutnie wyjalowiona intelektualnie. Robię rzeczy których nigdy nie lubiłam czyli zajmuję się domem, gotuję, sprzątam itp. Nie chcę przez to powiedzieć ze żałuję decyzji o dziecku bo mój synek jest cudowny i tylko on daje mi radość i siłę. Ale nie tak to wszystko miało wyglądać i mam o to wielki żal :( Próbowałam już prośby, groźby, rozmów, raz nawet zawiozlam mu o 16 dziecko do biura i wyszłam. Jestem juz tak zdesperowana ze rozważam wyjazd do rodziców (250 km od miejsca gdzie mieszkamy ). Jak chce być weekendowym tatą to niech będzie. A przy tym wszystkim mój mąż wychował się w rozbitej rodzinie, tylko z ojcem a z matką prawie nie miał kontaktu. Zawsze uważał ze to ogromna krzywda dla dziecka a teraz swojemu robi prawie to samo :(
    Nie wiem już co robić i doskonale Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń