[NIE] KARMIENIE [NIE] PIERSIĄ DOPROWADZIŁO MNIE DO DEPRESJI. (126)

 

Temat bardzo kontrowersyjny, ale w związku z tym, że mój syn za dwa dni kończy rok postanowiłam wyrzucić z siebie to - co najbardziej mnie dotknęło w pierwszych tygodniach po porodzie.

Planujesz dziecko ? Musisz być pewna, że nie zostaniesz (ze wszystkim) sama.

Nie linczuj ! Nie wiesz co przeszłam !



W okresie ciąży, planowałam karmić swoim mlekiem tak długo jak będę go miała, chciałam dać dziecku to co najlepsze, oprócz tego nie rozwodziłam się na temat samego karmienia piersią, co i jak. Kiedy już Olek przyszedł na świat i nastał drugi dzień po cesarce, pielęgniarki rodem z PRL-u, wręcz linczowały mnie, by przystawiać, robiły to w taki sposób, że siedziałam i płakałam, trzeciego dnia po porodzie, kiedy nastał nawał mleczny i przystawiałam małego do cycka, czułam w sobie ogromny opór, niechęć, smutek, żal, złość do siebie i milion innych bardzo nieprzyjemnych uczuć.
Wtedy przystawiać do piersi nie chciałam, laktator (ręczny) był ze mną i non stop odciągałam mleko dla Olka, niestety forma laktatora ręcznego również doprowadziła mnie do pogłębiania się niechęci, czułam do siebie wstręt i niechęć, z każdym dniem było coraz gorzej. Wróciłam do domu (po 7dniach) nadal odciągałam pokarm, pomimo tego i tak dokarmiałam z proszku. Miałam dość wywalania cyca przed siebie i odciąganie mleka, czułam się niekomfortowo, w momencie, kiedy mąż był w pobliżu było jeszcze gorzej... odciągałam i wyłam ! prosiłam męża, by kupił mi elektryczny laktator, że nie dam rady tak ręcznie odciągać pokarm, że doprowadza mnie to do łez i czuje się wstrętnie.... i tak skończyło się na tym, że laktatora na prąd nie miałam, a odciągałam, kiedy mogłam.
Z każdym dniem po porodzie, odciągając pokarm, czułam ogrom okropnych uczuć, które powodowały, że popadałam w depresję, płakałam pół dnia trzymając syna na rękach, byłam zmęczona powracaniem do formy i brakiem wsparcia.
Potem było coraz gorzej, nie chciałam odciągać pokarmu, psychicznie nie dałam rady, codziennie pod prysznicem odciągałam tak, aby nie bolały mnie piersi i wreszcie pokarm sam zanikł.
Dzisiaj (prawie) po roku czasu, wiem, że największym problemem, który wystąpił do karmienia syna piersią, był brak wsparcia w pierwszych, najtrudniejszych chwilach po porodzie, 7 dni w szpitalu byłam sama, mąż przyjeżdżał na chwilę (po 16) i wracał do domu,  bo zmęczony, bo praca, itp. itd. było mi trudno się poruszać i robić wszystko to co powinnam, nie żaliłam się, ale to spowodowało, że się załamałam, brak wsparcia jakby nie było (ale powinno) najbliższej / najbliższych osób to sukces - do karmienia piersią. Każda kobieta psychikę ma inną, ja co się okazało byłam słaba, potrzebowałam wsparcia, otuchy itp. aby postępować jak najlepiej dla dziecka, pozostawiona sama sobie, sama w szpitalu, sama po powrocie do domu, popadałam w niechęć, smutek, depresję, dlatego nie chciałam karmić piersią.
Dzisiaj bardzo tego żałuję, że przecież zdecydowałam się na dziecko i na urlop macierzyński, od początku chciałam poświęcić najważniejsze miesiące mojemu dziecku, ale nie podołałam karmieniu piersią, to ogromny wyczyn i wysiłek. Najgorsi również byli niezapowiedziani goście, którzy od tak w ciągu dnia przychodzili, to również najgorsze, bo po porodzie, w piżamie ja nie liczyłam czasu, czasami nie chciało mi się ogarniać, tylko leżałam z noworodkiem w łóżku, to również powodowało, że było mi ciężko.
Ludziom się wydaje (szczególnie tym co dzieci nie mają, albo mają dzieci po 30 lat i już zapomnieli jak to jest), że to wszystko jest takie proste. Nie jest ! wsparcie jest najważniejsze !
Planujesz dziecko ? musisz być tego pewna! musisz mieć obok siebie najważniejszą osobę, której jesteś pewna w 100%, że nie zostawi Cię wtedy, kiedy najbardziej będziesz tego potrzebowała ! ja niestety się zawiodłam i żal pozostał do dzisiaj, przez co niestety, ale w związku jest coraz gorzej.
Dziecko kocham najbardziej na świecie i żałuję, że dla młodego nie dałam rady być silniejsza, karmiłam ok. 3 tygodni, to był dla mnie koszmar, trauma.
Żałuję, że nie byłam silniejsza, mam żal.
Podziwiam mamy, które karmią piersią dzień i w noc, jak radzą sobie dzielnie w tym trudnym momencie.
Podziwiam i ogromny szacunek za wytrwałość, to piękne.

Zdjęcie: źródło: http://amonaria.pl/artykul.aspx?a=52

10 komentarzy:

  1. Pamiętam, jak w drugi dzień po porodzie położna kazała mi odciągać pokarm, żeby "naciągnąć" go dla małego. Nie chciał ssać nic oprócz butelki. Pamiętam moje łzy cisnące się do oczu i zrezygnowanie. Na szczęście ja miałam wspaniały personel, a mąż był obok praktycznie non stop, jak nie on, to dochodziła siostra, wiem więc, że odpowiednie wsparcie jest mega ważne. Potem karmiłam 16 miesięcy, mimo złych początków. Szkoda, że Ty nie miałaś tyle szczęścia... Buziak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żal pozostał do dzisiaj, że w najcięższych momentach nie miałam odpowiedniego wsparcia. Gratuluję pięknych miesięcy karmienia. 16m-cy to niezły wyczyn.

      Usuń
  2. Jak dobrze, ze napisałaś ten tekst. Byłam ostatnio w szpitalu, bo córka się rozchorowała i byłam przerażona, bo było tyle maluszków.. Żadna z mam ich nie karmiła piersią... Zastanawiałam się "dlaczego?"... A otóż Ty mi odpowiedziałaś na to pytanie...
    Niestety..brak wsparcia..

    Ja miałam to szczęście że oboje dzieci karmiłam 8 msc (jeszcze 3 dni temu napisałabym że córkę dalej w nocy karmię, ale sama się odstawiła)
    Miałam w sobie tyle samozaparcia i chodziłam do szkoły rodzenia.
    Gdyby nie to, pewnie nie udałoby mi się karmić...

    W szpitalu to była masakra.. OPołożne zamiast wspierać, krytykowaly.. Darły się..

    Mąż i rodzina tez mnie bardzo wspierali.

    Wsparcie jest ogromnie ważne!
    Może dzięki temu tekstowi komuś otworza się oczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję wytrwałości. Wsparcie = sukces.

      Usuń
  3. Mieszkam w UK. Tu - w szpitalu - jest tak, że personel medyczny podąża całkowicie za Twoim wyborem. Chcesz karmić piersią - WOW - jesteś wielka, pomożemy, dadzą ulotki na ten temat i do domu przyjdzie położna/doradca laktacyjny. Nie chcesz karmić - WOW - jesteśmy z tobą. Damy Ci ulotki na temat przygotowywania mleka w proszku, przechowywania go i podawania. Na prawdę nie robią różnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychika kobiety najbardziej po porodzie to cieniutka tafla lodu, jeżeli tupnie się zbyt mocno to lud pęknie, zbyt dużo przykrych słów, brak wsparcia i depresja gotowa.... Tak jak w UK powinno być wszędzie, wsparcie pomimo wszystko i pomimo wybranej decyzji.

      Usuń
  4. Ja podziwiam te mamy i zazdroszczę ja miałam mało pokarmu i nie karmiłam długo piersią, czego bardzo żałuję, bo to były cudne chwile :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero teraz czuję ogromny żal, że syna nie karmiłam. Ale czasu nie cofnę.

      Usuń
  5. Ja jestem w 5 miesiącu ciąży... To moje pierwsze dziecko. Aktualnie mam duże wsparcie męża i mam nadzieję, że tak zostanie. A co do karmienia piersią? Hmm... Nigdy tego nie robiłam... Ale dam radę! :) Jestem pozytywnie nastawiona! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Karmienie piersią jest, w dużej mierze, w głowie. Tak jak piszesz, depresja poporodowa,ale nie tylko, może je skutecznie zakłócić.
    Ja karmiłam synów bliźniaków 31 miesięcy. Ale nadal pamiętam ile nas to kosztowało wysiłku na początku i ile było kryzysów po drodze.

    OdpowiedzUsuń