czerwca 02, 2017

Koszmar z przed roku się powtórzył.....


Zwykły dzień.
Wróciłam z pracy, przebrałam się, zjadłam coś i poszliśmy z małym na dwór, szczęśliwe popołudnie bo odebrałam swój wymarzony rower z fotelikiem dla Olka, kaskiem i koszykiem. Pojeździliśmy, było super. Odwiedzili nas moi rodzice, więc przyszliśmy do domu ok. 19. Rozebrałam Olka, dałam się napić, a On w ciągu paru minut zaczął się pokładać mi na rękach, jest w trakcie ząbkowania więc oczywiście każdy, że to tego jest przyczyna, ale ja od razu powiedziałam, że nie, bo nie od dzisiaj ząbkuje i dziwnie się zachowuje, temperatura w ciągu 20 minut wzrosła do 38,5 więc od razu zaserwowałam czopka, trochę mu przeszło, jeszcze się pobawił, zaczął zachowywać się normalnie, więc go szybko wykąpałam, mleka do snu już nie chciał, ale szybciutko zasnął, ja wzięłam prysznic i również się położyłam, ale już czuwałam obok niego i co 5 min. sprawdzałam temperaturę.


W ciągu kilkunastu minut temperatura z 38 - wskoczyła na 39,6 !
Oluś zasnął na brzuchu z noskiem w poduszce, więc chciałam go przełożyć i w tym momencie jak go przełożyłam na bok zaczęły się drżenia gorączkowe - po sprawdzeniu temp. była bardzo wysoka, chciałam wsadzać go do wody, ale zrezygnowałam i pojechaliśmy na pogotowie.
A tam !
Na Izbie Przyjęć - pani przed drzwiami z papierosem pokierowała do ambulatorium, tam w drzwiach kolejna Pani, kazała podać pesel syna i zawołała kolejną Paniusię do kontroli, ta posłuchała słuchawką, zajrzała do gardła, sprawdziła temp. i dała skierowanie do szpitala - a więc my musieliśmy z powrotem wrócić na izbę przyjęć - tam ! dziecko z wysokiej temperatury zaczęło wymiotować ! Pani zawołała ,,czy, któryś z rodziców może podejść wypełnić dokumenty" - poszłam z synem na rękach, podaję jej wszystkie dane ! więc się pytam, kiedy lekarz zejdzie, bo dziecko jest w strasznym stanie, a Pani z łaską ,,przecież zawołałam, co mam zrobić, przyprowadzić go?", z tych nerwów w sposób opryskliwy rzuciłam do niej odpowiedź ! Lekarz zszedł ! łaskawca ! I wiecie co jest najgorsze, że słyszałam bardzo pozytywne opinie na temat ordynatora oddziału dziecięcego w naszej miejscowości, niestety ja osobiście odebrałam go bardzo negatywnie. Oczywiście pierwsze co zrobił - zasiadł za biurkiem i wypełniał dokumenty, ja dalej stoję z dzieckiem, po wypełnieniu sprawdził temp. a tam dalej ok. 40 !, więc poszedł po czopka ! i wręczy mi go, abym dała synowi... po podaniu czopka, pojechaliśmy do oddział dziecięcy. Tam Panie pielęgniarki natychmiast dały kolejnego czopka od gorączki i od drgawek oraz włożyły welfron z kroplówką. Poprawy nie było kolejnego dnia, cały dzień wysoka temperatura, kolejna noc temperatura, kolejny poranek znowu ! więc po obchodzie zadałam pytanie doktorkowi, kiedy zamierzają coś robić, dziecko jest osłabione, apatyczne z wysoką temperaturą. Dopiero po interwencji również mojej mamy, syn otrzymał antybiotyk !
Badania wykonane w szpitalu (mocz,kał,krew,usg brzucha) wyszły dobre, jedynie usłyszałam, że są ,,jakieś" zmiany na zdjęciu rtg płuc.
Ze szpitala wypisali nas w sobotę ok. godz. 11-12 na 3 dobę ! dla mnie to paranoja, nie zostawili dziecka na obserwację !
Na wypisie kolejna bajka ! lekarz zalecił antybiotyk - w syropku, przez co podczas całego pobytu mówił, że syn źle reaguje na syropy, od ogromnej ilości sacharozy wymiotuje. Powinni to zanotować, zapamiętać, no cokolwiek. Zacisnęłam zęby, bo pomyślałam, ok lekarz wie co robi, może antybiotyk okażę się zjadliwy.
Wróciliśmy do domu i na noc chciałam podać małemu antybiotyk - chlusnęło jak z kranu ! wymiotował ! nie było opcji przyjęcia antybiotyku. Do ordynatora dzwoniłam 9 razy - nie odbierał, zadzwoniłam na oddział dziecięcy - niestety nie pomogą, bo już wypisani ze szpitala, ale możemy jechać z dzieckiem (o 23) do ambulatorium to może ktoś wypisze receptę na zastrzyki.
Pojechaliśmy, bo albo się podaje antybiotyk ! albo nie ! tam dali receptę, wykupiliśmy zastrzyki i podajemy do dnia dzisiejszego - są domięśniowo. Mały płacze, bo są bardzo bolące, ale musimy.
Kaszle, katar ustąpił, apetyt z każdym dniem lepszy, ale dr rodzinna powiedziała, że jesteśmy jeszcze połowie terapii. Cóż... damy radę.  27.05 - 05.06 - 10 dni po x2 zastrzyki dziennie.
Zobaczymy co powie w pon. czy znowu dołoży antybiotyk, czy będzie już na tyle dobrze, że zakończymy.
Dobrze, że mogę być z małym, musiałam wziąć zwolnienie na opiekę nad nim.
Nie zdawałam sobie sprawy, że zwolnienie na dziecko jest 100% płatne, chociaż to dla mnie nie jest ważne, ale to, żebym mogła być z dzieckiem w takim momencie jak choruje. Zresztą codziennie o 8 i 17 jeździmy na zastrzyki.
Być mamą to wielki wyczyn.

3 komentarze:

  1. Bycie mamą to robota na cały etat, hardcore na maksa :)
    Taka temperatura i lekceważenie lekarzy to absurd, ważniejsze papiery od słabnącego dziecka? Koszmar!

    OdpowiedzUsuń
  2. Taką gorączkę należy jak najszybciej zbić a nie lekceważyć! Zupełnie niezrozumiałe działania służby zdrowia, która zamiast najpierw pomóc dziecku, zajmuje się papierkami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Koszmar!
    Takie zachowanie względem starszych pacjentów, w naszym wieku jest niedopuszczalne, ale nie zająć się malutkim dzieckiem, które wymaga natychmiastowej pomocy, to jakaś paranoja :(

    OdpowiedzUsuń